|
Mimo zapewnień Ministerstwa Edukacji Narodowej o dobrym przygotowaniu szkół na przyjęcie sześciolatków, w minionym roku niewiele bo ponad 3% rodziców zdecydowało się na ten krok. Od rodziców zaczęto wymagać aktywnego zaangażowania i większego zainteresowania sprawami dziecka, przyszłego ucznia. Czy wszyscy po pierwszym roku wyboru odnaleźli się w nowej rzeczywistości? Czy szkoła i nauczyciele sprostali wyzwaniu, a rodzice nie żałowali swoich decyzji? Jak w tym całym zamieszaniu odnalazły się sześciolatki, które zostały uczniami klas pierwszych?
Wprowadzanie obniżonego wieku obowiązku szkolnego rozpoczęło się w 2009 roku. Przez 3 lata rodzice dzieci urodzonych w 2003, 2004 i 2005 roku będą mieli prawo (nie obowiązek) wysyłania swoich dzieci do pierwszej klasy. W postawach rodziców zapisujących dziecko do szkoły jest dużo lęku i obaw. Uzasadnieniem tego lęku jest nowa sytuacja, zmiany i niepewność, jak ich pociecha poradzi sobie w nowej rzeczywistości. Ponad rok temu fora internetowe zalewały się postami od przerażonych i złowrogo nastawionych rodziców, którzy reformę traktowali jako zamach na swoją władzę rodzicielską, w tym prawo do podejmowania decyzji. Apelowano do samej pani minister, organizowano szkolenia dla nauczycieli, dni otwarte dla rodziców, sympozja i konferencje dla osób ze środowiska pedagogicznego. Czy było się czego bać? Czy faktycznie sześciolatek nie radzi sobie w pierwszej klasie? W artykule Anity Mróz na łamach miesięcznika „Bliżej Przedszkola” przeczytałam: „Sześcioletnia Wiola umie już czytać w zakresie 23 liter i liczyć do trzydziestu. Pięknie odpowiada na pytania do czytanego przez dorosłego tekstu. Rysuje jak ośmiolatka. Ale według rodziców jeszcze nie nadaje się na uczennicę. Bo przecież sukces w szkole nie zależy tylko od umiejętności i zdolności, ale także na przykład od tego, jak dziecko radzi sobie ze stresem, jak reaguje na uwagi, czy potrafi dłuższą uwagę skupić na jednej czynności. Tymczasem Wiola często reaguje płaczem nawet na delikatną krytykę, lubi bawić się tylko ze starszym bratem, a towarzystwo rówieśników jej nie interesuje. Rozwój emocjonalny i społeczny dziewczynki nie idą w parze z rozwojem intelektualnym, dlatego rodzice Wioli zdecydowali, że ich córka będzie uczęszczała do przedszkolnej zerówki. Dorota z Poznania, mama siedmioletniego Szymona, który chodzi do zerówki w szkole podstawowej, uważa, że szkoła w wieku 6 czy 7 lat może we właściwy sposób zająć się nauką i wychowaniem dziecka, jeśli tylko zostaną stworzone do tego właściwe warunki. – Nie posłałam jednak Szymona do pierwszej klasy ze względu na brak emocjonalnej dojrzałości do współistnienia z dziećmi starszymi o rok. Gdyby cały rocznik 2003 szedł w tym roku do pierwszej klasy, Szymon też by poszedł – dodaje.”
|